Ostatnia prosta do Sisimiut, ostatnie kilometry na ACT,w mżawce, w chmurach, we mgle i całkiem sucho pod stopami. Niedowiary.
Mijamy ośrodek narciarski, gdzieś w tle widać domy, wychodzimy z dziczy i wkraczamy w cywilizację. Zupełnie nie wiemy czego się spodziewać po Sisimiut, dochodzimy do tablicy kończącej ACT. Nie mogę pohamować radości.
Po drodze mijamy grupkę z wycieczkowca, ktoś z nich zapytał: „przeszliście cały szlak „? A my z radością i uśmiechem od ucha do ucha odowiadamy: „tak, zrobiliśmy to”!
Za miastem trzyma się psy zaprzęgowe, przyglądamy się im, aż ku naszemu zaskoczeniu, wybiegają na powitanie małe psie szkraby, puchate kuleczki, wesołe i zadziorne. Spragnione człowieka, zabaw i mizianka. Głaszczę ich gęste futro, z trudem idziemy dalej, miałam ochotę zapakować je ze sobą 🐕🤩.
Im bliżej miasta, tym intensywniejszy zapach ryb, coraz więcej dźwięków, ludzi, bodźców- trochę to oszałamiające po tygodniu ciszy.
Oczywiście chcieliśmy coś zjeść, szukaliśmy czegoś z dobrą kawą i tak trafiliśmy do Cafe Sisimiut, do tajskiej knajpki,nie tego się spodziewaliśmy po nazwie, ale tajskie jedzonko wyborne.
W chatkach, w książce z informacjami o szlaku było kilka reklam, w tym hotelu Soma. Stwierdziliśmy, że to właśnie tam spędzimy 2 kolejne dni.
To jeszcze nie koniec tej opowieści, bo gdy jeden rozdział kończysz, następny się zaczyna. Grenlandia wciaż dawała nam mnóstwo wrażeń!
#act #grenlandia #discoverarticcirkle
Dodaj komentarz