Najwyższy szczyt Szwecji

Kebnekaise- najwyższy szczyt Szwecji, to fakt. Tylko w tym zdaniu jest podstęp, bowiem są dwa wierzchołki: północny ( nordtoppen) i południowy (sydtoppen). Na przestrzeni istotnych lat zaszły powazne zmiany w wysokości wierzchołka południowego. Od 2019 roku zmalał aż o 7,2 m.

Wierzchołek ten jest częścią lodowca, który z roku na rok ulega degradacji, ma finezyjny kształt rekiniej płetwy i roztacza się z niego widok na okoliczne szczyty.

Są dwie oficjalne drogi dojścia na szczyt :

1. Przez lodowiec Björnlings

2. Przez szczyt Vierranvarri (1706 m)

🚩Dla większości punktem startu jest Kebnekaise Fjällstation na wysokosci 667 m n.p.m. , stąd jest 9 km trekkingu, a przewyższenia 1600 m, co zajmuje około 6 godzin w jedną stronę. Bardzo popularnym wyzwaniem jest zrobienie trasy Nikkaluokta- Kebnekaise- Nikkaluokta, czyli aż 2×28 km, czyli 56 km w mniej niż 24 h. Zdecydowanie w dni, gdy na kole podbiegunowym nie ma nocy i zmrok nie stanowi przeszkody.

🚩Szlak nie ma trudności technicznych, ale jest stromo, są piargi i po prostu vwymaga świetnej kondycji. Oznakowany jest bardzo dobrze, w tym odblaskowymi elementami, co mi osobiście bardzo ułatwiło życie po zmroku.

Na trasie trzeba przekraczać potoki i więc kijki są bardzo przydatne, podobnie jest butami z dobrą, antypoślizgową podeszwą.

🚩Warto zabrać ze sobą zapas wody, gdyż w górnej części szlaku, nie ma dostępu do wody z potoków.

Moje wejście na szczyt zaczęło się od wysokości ok. 500 m n.p.m. , gdzie miałam I biwak po przyjeździe do Nikkaluokty, z której przeszłam ok 8 km, zanim zaczął się zmrok. Następnego dnia o 4. rano pobudka, wszystko w namiocie zmrożone, szron na namiocie, a ja nie wyspana. Mimo to słoneczny poranek dawał nadzieję na resztę dnia. A spotkany po drodze łoś, żerujacy na mokradłach zrobił mi tyle przyjemności, że jeszcze bardziej zachwycałam się okolicznosciami. Dopóki nie spotkałam parę kilometrów dalej kolejnego łosia, upartego jak osioł, bo stała centralnie na szlaku, nic a nic nie zwracała na mnie uwagi, już na głos mówiłam, żeby sobie poszła i jak to uparta baba, ona miała czas… więc i ja miałam na nagrywanie, zdjęcia.

11:30 jestem pod Kebnekaise Fjällstation, krótki odpoczynek, zakupy w sklepie ( 2 czekolady)i ruszam dalej z całym plecakiem 20 kg. Mijam Szweda, który przepytuje mnie:

– czy idziesz na szczyt?

– idziesz z tym plecakiem?

– masz czołówkę?

– na szczycie jest -10 i jest śnieg, dużo śniegu, wiesz o tym?

Trochę zaczęłam przeliczać, czy zdążę dojść na szczyt przed zachodem słońca…, ze skomplikowanych obliczeń wyszło, że zdążę. Do tego stwierdziłam, że rozbiję namiot wcześniej, zostawię duży plecak i tylko z małym plecaczkiem pójdę na szczyt (dlatego tak przydatne jest, gdy plecak ma taką możliwość- u mnie THULE Guidepost 65).

Podejście jest mozlne i do Vierranvarri warunki były dobre, ale zejście ze szczytu pośredniego strome, kamole śliskie od lodu, ośnieżone. Jestem jedną osobą idącą w górę.

Kebnekaise coraz bliżej, na zegarku 18, jest dobrze i kiedy myślę, że jestem sama na górze spotykam kolejnego Szweda, który podobnie jak poprzedni pyta czy jestem przygotowana i mówi, że szczyt wygląda przepięknie, bo trafiliśmy na inwersję.

Pędząc w górę mijam schrony i odczuwalna temperatura jest zdecydowanie poniżej -10, nie da się ściągnąć rękawiczek, bo palce zamarzają. A szczyt czeka, majestatyczna śnieżna płetwa, dookoła mnóstwo śniegu, zima na całego.

Zdjęcia, filmiki i patrzę, czy da się dojść na wierzchołek północny – zero śladów, stromizna i śnieg, bez czekana i raków lepiej się nie pakować, do tego zachód słońca postępuje szybko i cóż, trzeba przyjąć gorzką prawdę, że tym razem kolejny szczyt korony NIE zdobyty.

Zejście na zmęczeniu jest straszne, piargi, brak wody i pogoda się zmienia, pada śnieg, wieje, ciemno, na szczęście odblaski pomagają łatwo znaleźć drogę. Ze szczytu do namiotu 6 km, czyli 3 godziny schodzenia, a wszystko zmrożone i trzeba uważać by nie zaliczyć gleby. Nikogo poza mną tutaj nie ma. Mogę liczyć tylko na siebie. Mam jeden kijek, zmęczone stopy, ostatnie kawałki czekolady i ogromną chęć dojścia do namiotu.

Przed 23 docieram do swojego domku i nigdy herbata nie smakowała tak dobrze…

#szwecja #Kebnekaise #koronaeuropy