Nasz pierwszy dzień na szlaku był chrztem bojowym.
Po wygodnej nocy w ciepełku i śniadaniu na Old Campie w Kangerlussuaq, wyruszyliśmy w drogę, w deszczu, niczym nie zrażeni rozpoczęliśmy oficjalnie ACT. Pierwsze wrażenia na Grenlandii konfrontują Ciebie-małego człowieczka, z tym co na największej wyspie świata jest zwykłą codzienniścią – surowy krajobraz, ogromne ściany skał, wielkie fiordy i bezkres, ten bezkres oszałamia. Przed tobą setki kilometrów bez domów, sklepów, infrastruktury.Każdy mijający nas samochód nam macha i przez ok 10 km idziemy asfaltem, żeby odbić w boczną drogę , na której spotykamy myśliwych na quadach życzących udanego wypadu.
Szlak jest oznakowany kopczykami z czerwonym półkolem, gdy pierwszy pojawia się czujemy ekscytację, że wchodzimy w arktyczną tundrę. Jeszcze nie wiemy , co to oznacza.
Naszym pierwszym przystankiem jest Hundesø, rozwalona przyczepa, która kiedyś służyła myśliwym za bazę. Oczywiście w przewodniku to miejsce „nadaje się do spania „, to ja Wam powiem, eeee …. lepiej nie. Wygląda jak idealna sceneria z horroru. Jest tam syfiaście, mokro, brakuje drzwi, no czasy świetlności minęły. Dla większości to punkt ostateczny pierwszego dnia na ACT, a dla nas krótki przystanek na posiłek, chwila bez plecaka i wytchnienie od deszczu.
Czytamy co dalej nas czeka, niewinne przejście pomiędzy dwoma jeziorami, woda może sięgać kolan. Tiaaa. Jasne. Przez chwilę zastanawiamy się, czy obejść jezioro, ale skoro tylko do kolan wody, to idę na pewniaka…. tylko przez 3 sekundy , kiedy wodę mam do połowy uda i krzyczę do Maćka „f@#$% jak głęboko, o boszeeee zapadam się „. Żarty się skończyły. Z impetem próbowałam wyjść z tej wody, odpychając się kijkami. Trzeba było się rozebrać, a tak wylewamy wodę z butów, wyrzymamy skarpety i patrzymy na siebie z przerażeniem- to dopiero pierwszy dzień, a my już kompletnie przemoczeni. ACT ochrzciło nas i pokazało, że „ziomeczki, to dopiero początek tej gry”.
Po 34 km tego dnia, po 12 h marszu z 18/20 kg plecakami, rozbijamy namiot, zmęczeni i mokrzy. Piękny początek, idealny sprawdzian na start… Czyż nie?
#ACT #Grenlandia #szeptypodróżnicze
Dodaj komentarz